YTĄIP ŃEIZD

Wybrałem się tego dnia na spacer do lasu, aby odprężyć się i pooddychać świeżym powietrzem. Wziąłem ze sobie również mojego psa. Nigdy nie śledzę gdzie on biega, ale na pewno robi dużo kilometrów. Była godzina ok.17. Słońce już zaszło, a na dworze zrobiło się wystarczająco ciemno by ludzie pochowali się do swoich nor. Ja uwielbiam takie klimaty, dlatego często w tych godzinach wychodzę z domu by zobaczyć coś czego w dzień nie widać. Gdy przechodziłem obok niewielkiego lasku usłyszałem szelest liści. Początkowo delikatnie by powolutku zaczynało wiać coraz silniej, ale nie można powiedzieć by był to jakiś huragan. Zwykły lekki wiaterek. Wraz z upływem czasu można było usłyszeć bicie dzwonów. Można porównać to z dźwiękiem wydawanym przez dzwony kościelne. Słyszę je w niedzielę, gdy oznajmiają rozpoczęcie godziny 12:00. Trochę mnie to zajęło, więc przystanąłem na moment by zobaczyć kto tam w głębi dzwoni. Wejście do tego lasu jest dosyć szerokie, spokojnie można by dostać się tam samochodem czy innym pojazdem. Stojąc przed lasem widzę dokładnie co się dzieje w środku. Dopiero po jakichś kilkudziesięciu metrach droga leśna skręca nieco w bok. Dokładnie w tym miejscu daje się zauważyć jakąś tajemniczą postać. Przed nią na gałęziach jest zawieszony duży dzwon, który jest przyczyną hałasu. Zasłania on tą zjawę w taki sposób, że widzę tylko jej dół. W ręku trzyma ona młotek, taki zwykły, który można znaleźć w garażu, i uderza co jakiś czas w dzwon. Wygląda to jakby proces ten był wykonywany przez maszynę, uderzenia następują po sobie w ściśle określonych odstępach czasu. Po chwili obserwuję dwóch ( najbardziej przypominali mężczyzn, więc tak ich będę określał ) mężczyzn wychodzących z prawej i lewej strony tego w środku. Nie potrafię odtworzyć ich wyglądu, ponieważ ich twarze cały czas wirowały. Na przemian przybierały przeróżne kolory. Można to porównać do takiego jednego loda co smakuje jak toffi, ale wygląda jak tęcza. Coś takiego, tylko dodatkowo – wirującego. Zakręciło mi się przez to w głowie. Co więcej częstotliwość dźwięku wydawanego przez dzwon zaczęła podwyższać się, co doprowadziło do tego, że słyszałem już niemal tylko pisk. Ciężko było tam wytrzymać ,dlatego uciekłem stamtąd jak najszybciej. Gdy opuszczałem moich przyjaciół, te nieprzyjemne dotąd brzmienie powracało do pierwotnych tonów. Widocznie działało to na zasadzie alarmu czy środka odstraszającego. Jeszcze jedna sytuacja. Przechodząc z drogi polnej na asfaltową zauważyłem zbliżający się motocykl, który oślepiał mnie światłami. Nie jechał szybko, zgodnie z przepisami. Zszedłem na pobocze, idąc wolnym krokiem czekałem aż przejedzie. On wykonywał niezrozumiałe ruchy. Zaczął zjeżdżać i jechać prosto na mnie. Ja próbowałem zbliżyć się do płotu po mojej prawej stronie. Był już tak blisko mnie, że jedyne co mi pozostało to odruchowe odwrócenie głowy. Motocyklista przejechał przeze mnie. Przeciął mnie na wylot. W chwili gdy we mnie wjeżdżał poczułem jedynie lekkie uszczypnięcie. Dało się również odczuć ciepło, które zostało wytworzone przez silnik. Zrobiło się cholernie gorąco. Po wyjechaniu ze mnie zostałem na chwilę przygwożdżony do ogrodzenia. Nie mogłem się ruszyć przez chwilę, trwało to może 2-3 sekundy. Czasami mam takie stany po przebudzeniu, więc nie spanikowałem. Zwyczajnie odczekałem swoje i grzecznie wróciłem do domu, do którego miałem już tylko z minutę drogi. Jedyny ślad, który mi został to lekkie poparzenie okolic klatki pępka. Właśnie tam przechodziła ta część motocykla, w której znajduje się silnik. Zawołałem mojego psa i poprosiłem go , aby mi to polizał. Rana powinna się niedługo wygoić, a ja wrócić do stanu przed wypadkiem…

Data 21.12.1016

YTRAWZC ŃEIZD

Byłem dziś na przejażdżce samochodem. Jeździłem sobie bez celu po wąskich, nie oświetlonych drogach. Cały czas trzymałem rękę na drążku zmiany biegów. Dlaczego to robię ? Boję się, żebym nie odleciał. Czuję jak samochód unosi się, gdy nie trzymam drążka. Po prostu jest on jak ster w samolocie. Jedno omsknięcie dłoni i już lecimy. Pewnie, że chciałbym polatać, ale cholernie ciężko jest zapanować nad maszyną w powietrzu. Poza tym jest już za ciemno na tego typu zabawę. Widziałem sarnę z młodymi, które przebiegły mi drogę. Trochę niebezpiecznie się zrobiło. Goniła je jakaś rodzinka białych stworów. Nie mieli przy sobie ani broni, ani niczego czym mogliby zrobić krzywdę tym zwierzątkom. Myślę, że nie urządzili sobie oni polowania. Być może chcieli się tylko pobawić z nimi, może lubią biegać nocami. Tak się tylko zastanawiam, bo ja nigdy z tymi stworkami nie rozmawiałem. Rzadko kiedy mam okazję ich spotkać, nie mówię nawet o jakiejś rozmowie. Ich życie polega chyba na ciągłym ruchu. Ja ich nie obchodziłem, nawet nie obrócili głowy w moim kierunku, jakbym nie istniał. Zdawało się jakby widzieli tylko tą sarnę z jej dziećmi. Przebiegli na drugą stronę jezdni i zniknęli bez śladu w lesie. Ja pojechałem dalej i nie spoglądałem w lusterka wsteczne. Te stworki nie świecą w ciemności, a tylne światła auta nie rozświetlają okolicy tak jak przednie, dlatego ciężko cokolwiek zobaczyć z tyłu. Wzdłuż drogi po obu jej stronach stały jakieś ludki w czarnych kominiarkach na głowie. W ręku trzymali siekiery, ale nie byli groźni. Wiecie, wyglądali tak jak Ci rycerze w filmach. To znaczy te siekiery skierowane były do góry pod pewnym kątem. Można powiedzieć, że osłaniali mnie w pewnym sensie. Ja się zatrzymałem i chciałem zobaczyć z czego to jest zrobione, ale moja ręka przeszła przez ich ciało i niczego nie byłem w stanie sprawdzić. Gościu się nie odzywał, twarz miał opuszczoną, raczej był OK, ale nie odpowiadał na moje pytania. W pewnym momencie zauważyłem na tylnej kanapie, że ktoś się do mnie dosiadł, ale też był małomówny. Nie wiem skąd on tam się wziął. Patrzył przez szybę gdzieś w dal, widocznie skupiony i skoncentrowany. Po pewnym czasie zniknął, nie robił problemów. Dojechałem do domu. Wszystko było na swoim miejscu, nie widziałem czegoś co mogłoby wzbudzać mój niepokój. Wszedłem do domu, wziąłem prysznic i się uspokoiłem. Tworzymy jedno całość…

Data: 10.12.2016

ICEZRT ŃEIZD

Od samego początku dnia nic nie układało się najlepiej. Podczas porannej toalety, gdy siedziałem na sedesie, wszystko wkoło zaczęło drgać. Wyglądało to tak, że rzeczy dookoła mnie przesuwały się raz w praw, raz w lewo. Trwało to chwilę. To były takie dwie serie po ok. dziesięć sekund. Ogólnie przyjemne uczucie, coś jak trzęsienie ziemi. Różnica jest taka, że ja się nie poruszałem. Poza tym ciągle od rana słyszę głosy i krzyki w mej głowie. Czuję jakby coś w niej siedziało. Ciężko się na czymkolwiek skupić. Odwraca to moją uwagę od tego czym powinienem się zajmować. Ktoś sobie urządził ładną dyskusję wewnątrz mnie. Przechodziłem jak co dzień wzdłuż drogi, innej niż wczoraj. Za każdym razem, gdy idę tą samą ścieżką, wydaję mi się, że jestem tu po raz pierwszy. To akurat wina tego, że nie mam zbyt dobrej pamięci. Spacerowałem sobie wzdłuż średnio ruchliwej trasy. Na parkingu stały samochody. Całe białe. Na masce i dachu leżał śnieg, a ich szyby były oszronione. Szedłem zgodnie z ruchem prawostronnym, mijałem je z prawej strony. We wnętrzu niektórych z aut jakaś ręka pocierała dłonią o szybę, żeby było coś przez nią widać.  Ja nie widziałem owej ręki, tylko samą dłoń. W jednym samochodzie przecierała ona tylną szybę, w następnym ocierała się natomiast o boczną szybę. Nie potrafiłem dostrzec co było w samochodach w środku, bo przez szyby nie dało się niczego zobaczyć. Na pewno były tam te dłonie, które potrzebowały światła. Tak zgaduję, bo w końcu w jakimś celu chciały, aby te szyby stały się przezroczyste. Szybciej mogłyby oskrobać je od zewnątrz, ale widocznie nie potrafiły stamtąd wyjść. Być może coś je trzymało w środku, może były do czegoś uwiązane. Idąc dalej ciągle wydawało mi się, że jakiś samochód we mnie wjedzie. Dlatego, gdy tylko słyszałem dźwięki silników przyspieszałem kroku, żeby w razie, gdy jakiś wjedzie na chodnik, zdążyć odskoczyć w porę. Spacer mi nie pomógł, w mojej głowie nadal coś siedzi. Mam nadzieję, że opuści mnie niedługo i da mi pospać w nocy. Rozmawiałem z drugim ja, ale on nie daje żadnych sygnałów. To raczej był monolog niż dialog. Nie jestem pewien czy to jego sprawka. Tak jak piszę, po prostu jedyne co mi pozostało to przeczekać ten stan podwyższonej energii…

Data 07.12.2016

IGURD ŃEIZD

Po kilku dniach przerwy znowu coś we mnie wstąpiło. Nie wiem dokładnie z jakiego powodu, stało się to nagle.  Jakby ktoś pstryknął palcami i wprowadził mnie w ten stan. Wszystko zaczęło się, gdy szedłem wieczorem chodnikiem. Ciągle miałem słyszałem jakieś niezrozumiałe szepty kierowane. Co jakiś czas odwracałem się i próbowałem kogoś dostrzec, ale nie widziałem nic więcej oprócz przechodniów. Podążałem więc dalej. Ścieżka stawała się powoli coraz mniej zaludniona. Wzdłuż niej, ustawione były lampy, które powodowały powstawanie cienia mojej postaci. Światło, które emitowały padało tylko z jednej strony. Jeden mały szczegół, bez którego ten wpis nie miałby sensu. Idąc dalej spojrzałem na chwilę na ziemię i zobaczyłem dwa cienie.  Pierwszy oddalony od drugiego o jakieś dwa metry. Odwróciłem się, żeby zobaczyć kto za mną idzie. Nie było tam nikogo. Kształt, zarówno mojego jak i Obcego cienia, był taki sam. Rozmiar również się zgadzał. W tamtym momencie nie zwróciło to specjalnie mojej uwagi. Podniosłem głowę i szedłem dalej. Po krótkim zastanowieniu ponownie opuściłem wzrok i zobaczyłem dwa cienie. Zatrzymałem się. Obie postacie na ziemi też stanęły. To co stało się później jest dla mnie niewytłumaczalne. Cień Obcego zaczął się zbliżać do mojego cienia. Ja ruszyłem, a on utrzymywał stałą odległość. Zatrzymałem się jeszcze raz. Wtedy to Obcy cień nałożył się na mój i już tak pozostał. Niczego podczas tego wejścia nie poczułem. Niczego nie zauważyłem. Jedynie biernie przyglądałem się tej syntezie. Przejście to było niezwykle płynne. Przyjemnie się na to patrzyło. Wydaje się, że drugie wcielenie mnie musiało się ode mnie odłączyć za dnia lub wcześniej by ponownie wieczorem połączyć się w jedną całość…

Data 06.12.2016

YZSWREIP ŃEIZD

Szedłem sobie dziś ulicą. Była godzina 10:08. Pogoda była nie zbyt piękna. Śnieg, którego nocą spadła dosyć duża ilość, zaczął się roztapiać tworząc kałuże. Miałem na sobie buty zimowe, więc byłem niejako odizolowany od podłoża. Parę minut wcześniej kupiłem 2 jabłka w sklepie spożywczym. Jedno z nich miałem przy sobie podczas spaceru. Trzymałem je owinięte w torebkę plastikową w kieszeni bluzy. Podczas przechodzenia przez ulice nagle usłyszałem odgłos spadającego jabłka. Jednak spojrzałem na chodnik i nic nie zobaczyłem. Odruchowo złapałem się za kieszeń i poczułem, że ciągle je mam.  Ten odgłos spadającego jabłka był tylko w mojej głowie, w mojej wyobraźni. Szedłem dalej i usłyszałem sygnały jadącej karetki. Poczułem wyjątkowy spokój i ulgę, ponieważ wiedziałem, że ktoś cierpi.  Zatrzymałem się na chwilę, zamknąłem oczy, wziąłem głęboki wdech i nabrałem jakiejś dziwnej mocy. Stałem się silniejszy, stałem się nadczłowiekiem. Przechodząc koło jakiejś szkoły widziałem nagie dzieci, w wieku ok. 10 lat, które siedziały na ławkach przed budynkiem. Cały ten kompleks był otoczony metalową siatką. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że żadne z nich nie miało głowy. Ich ciała były niespotykanie białe, po ich ciele spływała mocno czerwona krew. Dziwne było to, że nikt z przechodzących na tej dość ruchliwej ulicy nie zareagował. Ja na chwilę przystanąłem, bo nie wierzyłem w to co widzę. Chciałem mieć sto procent pewności, że nie mam omamów. Rzeczywiście one tam były, na tych ławkach. Dwoje z nich huśtało się , chociaż nie wiem jak to jest możliwe, tzn. ktoś je musiał popychać, ale poza dziećmi nikogo tam nie było. Być może miałem za mało mocy by dostrzec więcej i wyraźniej. Po ok. 5 sekundach kontynuowałem swój marsz, wciąż mając twarz skierowaną na podwórko z dziećmi. One co chwila znikały i się pojawiały. Po chwili przestałem się nimi interesować. Wróciłem do domu i zjadłem moje jabłko. Wszystko wróciło do normalnego stanu. Zająłem się swoimi obowiązkami. Przestałem odbierać bodźce, których nie ma. Widziałem tylko to co Wy jesteście w stanie zobaczyć na co dzień.  Rzeczywistość to tylko nasze wyobrażenie…

Data: 01.12.2016